Objaw się, inwestorze!
To było do przewidzenia… niestety. Rytm inwestycyjny samorządów jest całkowicie podporządkowany konkursom dotacyjnym. Tym samym w przestrzeni czasookresów samorządowych występują nie tylko pora przedwyborcza, wyborcza, powyborcza oraz chwilowego spokoju [gdzieś pomiędzy], ale także pora dotacyjna i pora niedotacyjna.
„Znalazłby Pan nam jakiegoś dobrego inwestora” – statystycznie to zdanie będzie przeważało w drugim okresie każdej z „siedmiolatek” programowania. W pierwszych 3-4 latach zdecydowanie częściej będzie się mówiło „Trzeba napisać dobry wniosek”. I tak rytm inwestycyjny, a w zasadzie arytmia inwestycyjna będzie zależna od ilości pieniędzy kufrze.
Niestety, nie ma możliwości, żeby statystyczny samorząd zachował pełną równowagę i rozwagę w korzystaniu z pieniędzy dotacyjnych oraz nieustanie, aktywnie poszukiwał nowych inwestorów. Kolejne zdobyte dotacje, czy też bardziej marketingowo „fundusze unijne” są jak medale przypinane do piersi samorządowca. I podobnie jak w przypadku medali w momencie dekoracji nikt nie liczy strat i nie zastanawia się nad sensem, a jedynie celebruje podniosłą chwilę.
Do refleksji na temat „inwestowania samorządowego” skłoniła mnie zakończona w ubiegły piątek konferencja PR w Samorządzie, a w zasadzie materiał, jaki na nią przygotowałem. Uznałem, że w otoczeniu grubo ponad setki piarowców i speców od marketingu samorządowego warto wreszcie powiedzieć, że większość realizowanych działań promocyjnych być może służy promocji jako takiej, jednakże nie osiąga celu, jakim jest pozyskanie inwestorów. Ładny długopis, plakat, teczka, czy też czapeczka oczywiście są w określonych przypadkach przydatnym elementem, ale kiedy stają się podstawą i w zasadzie jedynym pomysłem na miasto, to znak, że pomysłu zwyczajnie nie ma.
Problem braku inwestorów, czy może raczej niemoc w pozyskiwaniu inwestorów poza Warszawą, Wrocławiem, Trójmiastem i Poznaniem dotyczy w zasadzie wszystkich polskich miast. Problem jest o tyle poważny, że większość podmiotów inwestujących środki ma pełną świadomość okresu zwrotu kapitału dla poszczególnych rodzajów inwestycji i oczywiście lokalizacji. Rozwiązaniem jest promowanie tego, co może w określony sposób zniwelować np. dłuższy o rok okres zwrotu, czy też nieznacznie gorszą lokalizację. Innymi słowy dobrze by było zacząć wskazywać konkrety, terminy i gotowe rozwiązania. Wszystko to można podać na tacy opatrzonej w logotyp miasta, ale kategorycznie nie można potencjalnemu inwestorowi podawać na tacy jedynie wspomnianego logotypu!
Druga połowa „siedmiolatki” to fantastyczny czas dla samorządu, ponieważ wyłącza ukierunkowane, torowe myślenie o wyścigu po dotacje. Jest trudniej, ale ciekawiej. Medale zdobyte za ten okres będą bardziej cieszyły.
Autor: Mateusz Górka, prezes City Consulting Institute Sp. z o.o.



